Teksty

Anegdota i dramat z życia imigranta

08/04/2015

Dostał wyróżnienie na przeglądzie monodramów, chce być aktorem. Na imię ma Dawid. Imię jak imię. Ale to nazwisko! Andriyan. Nie przejdzie.

– Pamiętam małe uliczki. Babcię. Pamiętam, jak przychodziliśmy do rodziny. I takie górzyste tereny – mówi Dawid o Baku.
Tyle wspomnień udało mu się wywieźć z Azerbejdżanu, bo jego rodzice, Ormianie żyjący w Baku, zdecydowali się na wyjazd w ostatniej chwili. Dawno po tym, jak poodjeżdżały specjalnie podstawiane autobusy, którymi inni zabierali się do Ameryki, chcąc ujść z życiem z wojny z Azerami. Był koniec lat 80. czas krwawego konfliktu o Górny Karabach, ormiańskie tereny przyłączone niegdyś przez Stalina do Azerbejdżanu. Czas pogromu. W monodramie Dawid oddaje tamte chwile jedną sceną: ojca czuwającego nocami przy drzwiach, z siekierą.

Prosta złota myśl
Monodram „Stąd do Ameryki” zrealizował wraz z Jerzym Lachem, twórcą sceny Office Box, na podstawie swoich wspomnień, w których wojna zajmuje niewiele miejsca. Wojna to okruch, reszta to ucieczki z kraju do kraju, od jednych w łapy drugich, z jednej szkolnej bójki za „brudasa” w następną.
– Z Baku wyjechaliśmy do Rosji, do Stawropola. Tam żyliśmy tylko rok, bo wyrzucono nas z mieszkania, które kupiliśmy. Nagle znalazł się bardziej od nas prawowity właściciel – opowiada. – No to do Armenii, w końcu to kraj przodków.
Jednak w chrześcijańskiej Armenii ciągle dawano Andriyanom do zrozumienia, że są nieczyści, jako że pochodzili z muzułmańskiego Azerbejdżanu. Długo nie dało się tak żyć. Uciekli więc na Ukrainę, do miasteczka nieopodal Doniecka. Tam Dawid i jego brat zaczęli chodzić do szkoły, gdzie brano ich za Cyganów. Stąd w monodramie słowa policjanta zatrzymującego głównego bohatera na ulicy: „Cygan, Rumun czy Ormianin – jeden chuj”. Ta prosta złota myśl towarzyszy Dawidowi całe życie. Także w Warszawie, do której przyjechał z rodzicami jedenaście lat temu. W ciemno. Ani słowa po polsku, ani pracy, ani domu. Tak jak w Rosji, Armenii i na Ukrainie – zacząć życie jeszcze raz.
– Przyjechaliśmy ze Lwowa na Centralny – wspomina Dawid. – Ktoś miał po nas wyjść, ale nie wyszedł. I tak staliśmy, rozglądając się wokół siebie, na dworcu: mama, tata i my dwaj, takie małe gluty.
Po paru godzinach daremnego czekania ojciec Dawida poszedł po bilety – na powrotną drogę. Powstrzymała go matka. Zadzwonili jeszcze w parę miejsc. Ktoś się zlitował.

Tylko w głowie
Dawid ma dzisiaj 22 lata. Pracuje dorywczo, raz jako ochroniarz, raz jako akwizytor, byle na zlecenie, bo skomplikowane procedury nie pozwalają mu zdobyć polskiego obywatelstwa. A bez tego nie ma szans na stałą robotę. Swoje przeżycia obraca zwykle w anegdotę. Także opowieści o dziesięciu latach spędzonych z rodzicami i bratem w jednym pokoju, w altanie na podwarszawskiej działce. Na wsi ludzie mówili o nich „Rumuny”, ale pomagali. Podrzucali konserwy, jajka. Gorzej w szkole.
– W szkole brali nas za ruskich. Na początku nawet robiliśmy za gwiazdy, ale kiedy to się naszym nowym kolegom znudziło, a jeszcze zobaczyli, że podobamy się dziewczynom, to już tylko był łomot – opowiada.
I taki właśnie anegdotyczny klimat ma też monodram, za którego wykonanie Andriyan otrzymał wyróżnienie na tegorocznym Przeglądzie Monodramu w Starej Prochowni. „Stąd do Ameryki” obejrzeć można także 8 maja o godz. 19 w Jadłodajni Filozoficznej (ul. Dobra 33/35).

Matka przychodzi niemal na każdy spektakl, siada jak najbliżej sceny i płacze.
– Dlatego Jerzy Lach, dzięki któremu powstał ten spektakl, mówi: Dawid, ty się za bardzo dekoncentrujesz. Poproś mamusię, żeby siadła sobie nieco z tyłu – śmieje się Andriyan.
Dawid mówi czystą, staranną polszczyzną, z przyjemnym wschodnim zaśpiewem, który może być jednak problemem na egzaminach do szkoły teatralnej. W ubiegłym roku mu się nie powiodło. Ale uważa, że nie tylko przez zaśpiew.
– Tym razem nie będę już recytował „Pana Tadeusza” ani poezji Słowackiego. Mam to w głowie i co? Nigdy przecież tego nie poczuję.

 Życie Warszawy
06-05-2006

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź