Teksty

Inteligencja przodem

08/04/2015

Jakiś czas temu, gdy teatr Rozmaitości zaczął zjadać własny ogon, zadzwonił do mnie znajomy krytyk kibicujący tej scenie i powiedział: „Chciałem ci pogratulować, bo ty jako jedna z nielicznych przewidziałaś, co się stanie z Rozmaitościami”. Nie odczułam wówczas satysfakcji, bo kładło się na niej cieniem wrażenie, że od lat biję pianę na darmo. Teraz, gdy artykuł „Manifest nienawiści” (ŻW z 29 stycznia br.), ujawniający kryzys w Powszechnym, rozpętał medialną burzę, a w ciągu kilku dni doszło do ważnych zmian personalnych w warszawskim teatrze, mam poczucie, że nadszedł czas przełomu – sypie się formacja cynicznych prostaczków, od jakich roi się na polskich, nie tylko stołecznych, scenach.

Nie jest tak, jak przedstawia to Jacek Cieślak w swoim piątkowym artykule zatytułowanym „Zagrożona reforma warszawskich teatrów” („Rzeczpospolita” nr 34), a poświęconym odejściu Jacka Wekslera z Biura Teatru i Muzyki. Reformatorzy to bowiem dziś ci, którzy mając dość w teatrze chamstwa, populizmu oraz umysłowego i estetycznego skarlenia, stanowczo dają temu odpór i starają się przywrócić sprawom odpowiednie proporcje. A nie ci, dla których za naturalne uchodzi to, że kierownikiem literackim teatru jest ktoś, kto swoje poglądy zawiera w zdaniu „Młody jebie starego”. Że czołową polską reżyserką jest osoba, która inscenizując „Fedrę”, swoje intelektualne możliwości wyraża w dialogu „Przyniosę ci zupę. Wlej ją sobie w dupę” (i za to jakże śmiałe, rewolucyjne odczytanie dramatu otrzymuje Paszport Polityki). Że dyrektorem, z zadaniem wprowadzenia rewolucyjnych zmian w zupełnie nieźle radzącym sobie teatrze Na Woli, ma zostać, bez konkursu, dziewczyna zajmująca się do tej pory sprzedażą biletów (ale trudniąca się tym we Wrocławiu, skąd pochodzi też obecna ekipa Biura Teatru i Muzyki).

Czas zacząć odbudowywać, i szanować, polską inteligencję – skancerowaną, niepewną siebie, zahukaną. I pielęgnować najmłodsze jej pokolenie, w którym nie brakuje autentycznych talentów, popartych gruntowną wiedzą, kulturą osobistą, pozytywnymi intencjami. Życzyłabym sobie, żeby kierownikiem literackim jednego z warszawskich teatrów został Jacek Dehnel (lat 27), na tle pleniącego się bezhołowia zupełny outsider – autor powieści „Lala”, tłumacz, poeta, malarz (również nagrodzony Paszportem). Żeby dyskutowano o spektaklach Adama Sajnuka (30 lat), który, bez dotacji, od dziesięciu lat prowadzi w Starej Prochoffni znakomity Teatr Konsekwentny, ale Jacka Wekslera, zna, niestety, tylko z widzenia. Chcę się bawić prowokacjami Doroty Masłowskiej (lat 24), ale mądrze przy swoich pierwszych teatralnych próbach poprowadzonej. Chcę czytać i polemizować z tekstami o teatrze ludzi pokroju Magdaleny Miecznickiej (lat 30, piszącej o literaturze), a nie autorów, którzy są w stanie dziś wytoczyć tylko jeden, żałosny, argument – że opublikowanie wulgarnego manifestu Roberta Bolesty to element jakiejś gry, papiery przytrzymane i wyciągnięte w odpowiednim momencie. Żadna reforma nie jest zagrożona – ona się dopiero zaczyna.

 

Życie Warszawy nr 35

12-02-2007

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź