Teksty

Mówiąc krótko: A fuj! – Odpowiedź R. Pawłowskiemu

08/04/2015

Sprowokowany moim niewinnym żartem o teatrze jako zgubnym nałogu („Chłopcy z parafialnej szopki” ŻW z 19 września) Roman Pawłowski poświęcił mi felieton („GW” z 2 października), zdradzając się w nim z bardzo brzydką cechą.

Dotychczas swoimi recenzjami i tekstami ukazującymi się pod winietką „Kocham Teatr” w „Gazecie Wyborczej” niszczył głównie teatr, popierając to, co w nim prymitywne i koniunkturalne. Widocznie za to mu płacą, by niszczył. Nie można jednak patrzeć na człowieka tylko przez pryzmat roboty, jaką na siebie bierze. Może to być bowiem zupełnie porządny człowiek. Sama pamiętam, jak na festiwalu teatralnym w Opolu, gdy leżałam w malignie złożona anginą, Roman Pawłowski przyniósł mi lekarstwa. Pamiętam też biesiady, podczas których nie kryliśmy się przed sobą z zamiłowaniem do dobrej kuchni. Lubię wspominać takie chwile, bo pozwalają mi zachować dystans do naszego zawodu. Możemy się bowiem spierać o teatr, czuć wzburzenie, czytając czyjąś recenzję, ale w teatrze siadamy zawsze przecież po tej samej stronie – „koledzy po piórze”, jak napisał w felietonie pt. „Nałóg” Pawłowski.

Od czasów, które przywołuję, minęło wiele lat. Roman Pawłowski jest dziś człowiekiem, który puentuje recenzję zdaniem „Nie takiego spektaklu oczekiwałem”, zakładając chyba, że na reżysera, zespół i dyrektora pada po takiej enuncjacji blady strach. Idzie dalej, szydząc z publiczności (Teatru Współczesnego), że w antrakcie nie prowadzi rozmów na tematy, jakie chciałby usłyszeć. I we własnych oczach rośnie w siłę. A poczucie owej siły przynosi coraz bardziej niepokojące efekty. Teraz Pawłowski doszedł już do tego, że orzeka, kto powinien leczyć się z „teatralnego nałogu”, niemal pokazując palcem: „Ty, Iza, ty, Janusz i ty, Łukasz (imiona dobrane nieprzypadkowo?) – nie chcę, żebyście pisali o teatrze”. A fuj, Roman. Choć to zapewne nie po Twojej myśli, czasy, w których robiło się z ludzi psycholi albo wysyłało na odwyk, bo nie pisali tego, co chciałoby się przeczytać, już minęły. Poza tym, tak jak reżyser zwykle nie wyrokuje w publicznych wypowiedziach, czy inny reżyser powinien kręcić filmy, a pisarz nie wybrzydza na „kolegów po piórze”, tak i lepie j by było, żeby recenzent znał swoje miejsce w szeregu. To kwestia zwykłej przyzwoitości i dobrych manier. Natomiast mania wielkości to choroba, której leczenie radziłabym Ci, po koleżeńsku, zacząć od zaraz.

Życie Warszawy
15-10-2006 r.

 

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź