AD

O pracy audiodeskryptora

23/06/2015

Dzięki intensywnej, długoletniej kampanii społecznej weszło do powszechnego użycia hasło „walka z trzema schodami”. Hasło proste, obrazowe, nośne. I, niestety, rozumiane zwykle zbyt dosłownie. Przekonałam się o tym, pytając w niektórych teatrach o możliwość obejrzenia spektaklu przez osobę niepełnosprawną.

– Nie ma problemu! Jest podjazd, winda, …

– Pięknie. A co dla niewidomych?

– Dla nie-wi-do-mych? W te-at-rze?!

Nauczyliśmy się patrzeć pod nogi i tak już nam zostało. Fakt, że od kultury odcięta jest cała masa ludzi – niewidzących i głuchych – uznajemy zwykle za oczywiste. To chyba normalne, że głuchy nie chodzi na koncerty. To chyba jasne, że niewidomy nie obejrzy spektaklu. Los tak chciał.

Na problem z dostępnością kultury dla osób niepełnosprawnych sensorycznie uwrażliwił mnie projekt „Usłyszeć teatr”, który w 2007 r. prowadził Teatr Konsekwentny. Po raz pierwszy zobaczyłam wówczas spektakl z asystą tłumacza języka migowego, podobnie jak pozostali widzowie – głusi, którzy nigdy wcześniej nie byli w teatrze. Do dziś pamiętam słowa Magdy Bielak, którą wówczas poznałam, osoby głuchej, tłumaczki na tym przedstawieniu: „Jeśli bym mogła wybierać, chciałabym, żeby moje dziecko też było głuche. Zresztą może być i słyszące, byleby było zdrowe i szczęśliwe.”

W latach 2011-2013 r. koordynowałam w Biurze Kultury m. st. Warszawy program „Kultura Bez Barier” realizowany z Fundacją Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”. Zmienialiśmy postrzeganie niepełnosprawnego widza – aby nie patrzono na niego jako na kłopot a jako na… klienta. Uzmysławiał to uczestnikom spotkania inaugurującego projekt (urzędnikom, dyrektorom teatrów i muzeów) Grzegorz Kozłowski, przewodniczący Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, mówiąc, mniej więcej: „Nie chcemy łaski, płacimy za bilety. Jesteśmy bardzo liczną grupą odbiorców, której państwo do tej pory nie pozyskaliście. Umożliwienie nam korzystania z kultury oznacza dla państwa wymierny zysk.” Bardzo mi się spodobało takie postawienie sprawy. Jest w nim godność i trzeźwe myślenie.

Pierwsze kroki jako audiodeskryptorka stawiałam za namową Anny Żórawskiej z Fundacji Kultury Bez Barier. Okazało się, że jako teatrolog i dziennikarka z wykształcenia, mogę wykorzystać swoją wiedzę i umiejętności w szczególny sposób – stając się oczami drugiego człowieka. I swoje otwierając dużo szerzej. Przygotowując opis przedstawienia, oglądam spektakl kilka razy w teatrze i kilkanaście razy na płycie DVD. Jedno z najważniejszych – moim zdaniem – przedstawień ostatnich lat, „Przygodę” wg Sandora Maraia z Teatru Polonia, z wybitną rolą Jana Englerta, znam na pamięć – każdy element scenografii, gesty między aktorami, pauzy, znaczące w tym spektaklu równie wiele jak słowa. To był mój debiut audiodeskryptorki, nad którym wisiały straszne słowa Ani Żórawskiej: „Pisząc audiodeskrypcję >Przygody< postaraj się utrzymać w stylu Maraia.” Nikt mi w życiu nie ustawił wyżej poprzeczki.

Szanuję akademickie dyskusje o tym, co wolno a czego nie audiodeskryptorowi. Z otwartymi ustami śledziłam podczas jednej z konferencji spór wokół tego, czy o postaci w spektaklu można napisać „wygląda, jakby się nagle postarzał”, czy też nie. Najwięcej uczę się jednak od widzów. Jestem ich oczami – musimy sobie ufać.

Wypowiedź dla Fundacji Kultury Bez Barier; ukazała się na portalu Fundacji.

 

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź