Teksty

Stan meczu 0:0

08/04/2015

Wieczór z cyklu „Evviva l’arte” w Dramatycznym przyciągnął w poniedziałek tłum ciekawy rzezi między demolującym polski teatr reżyserem i starym, stawiającym opór aktorem. Walki, czy choćby gwałtownej dyskusji, jednak nie było. «Młodzi zawsze mają rację – oświadczył Zapasiewicz
i zaproponował Klacie, by go zaangażował, chcąc tym samym pokazać, że między młodym a starym teatrem nie ma konfliktu.

Wnuk bez ojca
Chorobliwa nieśmiałość Zbigniewa Zapasiewicza (o której zresztą, nie po raz pierwszy, wspomniał) i widoczna gołym okiem niechęć do otwartej konfrontacji nie predysponują go do sparingów. Miał okazję dać szkołę reżyserowi, który robi teatr prymitywny, płaski myślowo jak encefalogram trupa. Reżyserowi, którego spektakle są tak nieporadne, że w tej nieporadności wydawać by się mogły wręcz pocieszne, gdyby nie to, że wspierane przez silne lobby, uchodzą za nowy kanon polskiej reżyserii. Jednak gra, jaką podjął z Klatą, była tak subtelna, ironia pod jego adresem tak cienka, że momentami można było ją wziąć zbyt dosłownie.
Panowie przyznali, że w bufecie ucięli sobie przyjemną rozmowę o piłce nożnej, a samo spotkanie Zbigniew Zapasiewicz zaczął od tego, że środowisko odczuwa strach przed pokoleniem, które zabrania starszym robić swój teatr. Tę piłkę Klata odbił bez trudu.
– Nigdy nikomu nie zakazałem wystawiać spektakli – odparł. I rzeczywiście trudno byłoby go złapać na takiej wypowiedzi. – Nie przeszkadza mi, że w Ateneum ktoś reżyseruje spektakle dla publiczności Ateneum. A że sam jestem młody, więc robię teatr dla młodych. Aktor podkreślił, że nie jest to jego opinia, a reszty środowiska, i tej wersji trzymał się cały wieczór. Wyrażał poglądy innych, tych zastraszonych, stanowczo odcinając się od nich. A na dowód swej otwartości i tolerancji zaproponował Klacie, by go zaangażował. I nawet jeśli była to próba prowokacji, to zabrzmiała jak pochlebstwo. Została wypowiedziana przez wybitnego, obdarzonego społecznym zaufaniem do najwyższej marki, aktora wobec reżysera, który wraz ze swymi epigonami rozwala współczesny teatr, nie wnosząc w miejsce starych żadnych nowych wartości.
– Ale pewnie byśmy się nie dogadali – dodał zaraz Zapasiewicz, z czym Klata się zgodził. Podobnie jak z tezą aktora, że powodem wyrwy między jego pokoleniem a młodymi reżyserami, tego dającego dziś o sobie dotkliwie znać braku ciągłości w przekazywaniu pałeczki były jałowe w historii polskiego teatru lata 80.
– Nie miałem nigdy ojców, tylko dziadków – powtórzył za reżyserem Wernerem Herzogiem Jan Klata i uznanie dla tego zgrabnego powiedzonka wyraził, w rewanżu, Zbigniew Zapasiewicz. Ten nic niewnoszący mariwodaż został przerwany w momencie, gdy młody reżyser nieco się zagalopował.

Pan od siadania
Wypowiadający się dość przytomnie przez większą część spotkania Jan Klata pośliznął się, gdy doszło do konkretów, czyli rozmowy o sile i nowej jakości młodego teatru.
– Dziś pracujemy przy spektaklach ze specjalistami, o których wcześniej się nie słyszało, jak reżyser światła, dramaturg czy rzadko do niedawna wykorzystywany choreograf – tłumaczył. – Naszą siłą jest zespołowość, wspólne myślenie nad przedstawieniem. Tymczasem w „starym” teatrze reżyser potrzebny jest aktorowi głównie po to, by mu powiedzieć, gdzie ma usiąść. Tego Zbigniew Zapasiewicz, pamiętający najlepsze czasy zespołu Współczesnego za Erwina Axera, Dramatycznego za Gustawa Holoubka czy Powszechnego za Zygmunta Huebnera, nie wytrzymał.
– Niech pan nie robi z nas kretynów! – huknął, określając dalej słowa Klaty bzdurami. Wieczór jednak miał się już ku końcowi, a pozostała po nim głównie wizja współpracy jako ostrzeżenie, że czeka nas w teatrze jeszcze niejeden czarny dzień.

Życie Warszawy nr 97
25-04-2007

Zobacz także

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź